Telewizyjna gatunkowość, część pierwsza: Jason Mittell

Bez zbędnego wstępu czas rozłożyć A Cultural Approach to Television Genre Theory na punkty.

  • Każdy aspekt telewizji opiera się na gatunkowości. Wybrane teksty telewizyjne wpasowują się w istniejące już gatunki lub łączą je ze sobą; tematyczne stacje telewizyjne poświęcają całą swoją ramówkę konkretnemu gatunkowi; inne stacje tworzą bloki programowe skupiające się na danym gatunku i tak dalej. Większość badaczy uznaje gatunki stworzone przez film i literaturę za znajdujące swoje odpowiedniki w telewizji i w pełni ją wyjaśniające, z czym nie zgadza się m.in. Jane Feuer.
  • Istnieją trzy metody badań gatunku jako składnika tekstu. Pierwszy kładzie nacisk na definicję (czyli podstawowe elementy odróżniające jeden gatunek od drugiego), drugi na interpretację (skupiając się na kontekście społeczno-kulturowym), trzeci na historię (przyglądając się ewolucji gatunków przez pryzmat zmian kulturowych).
  • Gatunki telewizyjne wymagają nowego, indywidualnego podejścia. Mittell zwraca uwagę na różnicę między gatunkiem pojmowanym jako kategoria tekstu a gatunkiem-komponentem. Stawianie tekstu w centrum podczas badania całego gatunku prowadzi do licznych problemów: pojedynczy przedstawiciele gatunku nie tworzą wszak gatunku, a jedynie wpisują się w istniejącą już kategorię ze względu m.in. na wygodę. Ważną kwestią jest również brak jednoznacznych i jednolitych kryteriów rozróżniających – o przynależności do danego gatunku może (ale nie musi) decydować miejsce akcji, intertekstualność itp. Dodatkowo możliwe jest powtórne przypisanie danego utworu do gatunku w obliczu zmiany kontekstu kulturowego. Mittell zwraca uwagę, że gatunek nie istnieje wewnątrz pojedynczego dzieła (przykładem gatunek kładący silny nacisk na intertekstualność, która uniemożliwia funkcjonowanie gatunku jako jedynie komponentu).
  • Dychotomia „wewnętrzność”-zewnętrzność jest bytem sztucznym. Mimo faktu, że gatunki nie są bytem immanentnym i są tworzone zewnętrznie (przez uzależnienie od np. przemysłu i widowni, czyli w praktyce: planu i odbioru) nie można uznawać granicy między tekstem a kontekstem za stałą. Tekst istnieje tylko w kontekście, a granica między jednym a drugim jest wyjątkowo chwiejna i zmienna, szczególnie w przypadku telewizji.
  • Gatunek powinien być badany jako praktyka dyskursywna. Mittell odwołuje się do zdefiniowanej przez Michela Foucaulta instytucji formacji dyskursywnej, czyli osadzonych w historii systemów myśli, kategorii definiujących doświadczenie kulturowe wewnątrz większych systemów; formacje dyskursywne są ponadto tworzone i wykorzystywane przez kulturę, w której istnieją. Kolejną przywoływaną instytucją jest funkcja autora, na którą Mittell powołuje się uznając gatunek za coś, co nie jest ani wewnętrzną, ani niezbędną funkcją tekstu.
  • Istnieją trzy podstawowe praktyki dyskursywne łączące koncepty kulturowe z gatunkami: definicja, interpretacja i ewaluacja. Mittell twierdzi, że w miejsce tych praktyk należy postawić badanie tekstów jako miejsca praktyk dyskursywnych, co w praktyce oznacza, że zamiast skupiać się podczas badań na pojedynczym obszarze, winno się zebrać jak najwięcej materialnych przejawów istnienia gatunku telewizyjnego z jak największej liczby źródeł, wliczając w to dokumenty, recenzje, komentarze, parodie etc. Mimo nieścisłości, które muszą powstać na niższym szczeblu, na wyższym powstanie wypadkowa prezentująca stabilność i jednoznaczność gatunku – jednak celem takiego badania nie jest stworzenie ostatecznej definicji gatunku, a jedynie zbadanie sposobów, w jakich są one kulturowo definiowane i interpretowane. Do takiego poglądu zbliżył się Richard Altman w książce Film/Genre, jednak mimo wzięcia pod uwagę znaczenia procesów kulturowych w tworzeniu i definiowaniu gatunków, koniec końców stawił on strukturę tekstualną w centrum swoich badań.
  • Teoretyka gatunkowa powinna brać pod uwagę to, w jaki sposób procesy gatunkowe działają wewnątrz kontekstu kulturowego, w jaki sposób przemysł i odbiorcy definiują gatunki oraz kuriozalność niestabilności gatunków na przestrzeni czasu przy jednoczesnej jednolitości w wybranym punkcie w historii swojego istnienia. Uznanie gatunku za formę dyskursywną pozwala ten paradoks zrozumieć.
  • Gatunki są zbiorami dyskursywnymi – zmiennymi, niehermetycznymi i tworzonymi od zewnątrz.
  • Ograniczenie badań gatunku do jego pojedynczego elementu pozwala uniknąć niepotrzebnych i mylnych uogólnień, jednocześnie podkreślając złożoność i kompleksowość samego gatunku. Badania powinny również czerpać z dokonanego przez Tzvetana Todorova rozróżnienia między gatunkami historycznymi (których przedstawicieli znaleźć można w praktyce) oraz teoretycznymi (formującymi użyteczne dla badaczy idee).
  • Gatunki powinny być łączone z praktykami kulturowymi oraz osadzane wewnątrz większych systemów kulturowych hierarchii, należy również pamiętać o tym, że gatunki nie są wolne od związków z treściami politycznymi i światopoglądowymi.

Intertekstualność w nowym muzycznym show Polsatu

W siódmym rozdziale swojej książki „Television Culture”, John Fiske dotyka kwestii intertekstualności. Uważa on, że każdy tekst powinno rozpatrywać się i odczytywać w kontekście innych tekstów, z nim powiązanych. Jego zdaniem intertekstualność figuruje w przestrzeni pomiędzy tekstami. Podaje przykład teledysku do piosenki Madonny „Material Girls”, który jest parodią występu Marylin Monroe z filmu „Mężczyźni wolą blondynki”. Uznaje, że figuruje on nie tylko jako odwołanie do filmu, ale jego interktekstualność wynika także z nawiązania do kulturowego mitu blondynki, do którego należą obie wspomniane wcześniej panie.

Fiske wyróżnia podział na intertekstualość horyzontalną i wertykalną. Pierwsza z nich wiąże się w pojęciem „gatunku”. Programy telewizyjne przygotowały widzów do podziału na konkretne gatunki, aby pozwolić im zdecydować się na to, na co aktualnie mają ochotę – talk show, serial komediowy, telenowelę, program rozrywkowy itp. Wszystkie programy w obrębie danego gatunku są połączone ze sobą w mniej lub bardziej widoczny sposób, czy to przez bohatera, czy przez formę, w jakiej są przedstawiane. Interktekstualność wertykalna jest to z kolei zależność między konkretnym programem, a tekstem, który się do niego odnosi – „secondary text”. Mogą to być zarówno recenzje, komentarze w prasie, programy telewizyjne, komentujące inny program, czy nawet plotki, albo informacje, znajdujące się w plotkarskich magazynach, czy serwisach internetowych. Przywołuje tu także pojęcie „ter tiary texts”, czyli wszystkich komentarzy odbiorców, które również odnoszą się do konkretnego programu.

Analizie poddamy trzeci odcinek programu „Must Be The Music. Tylko muzyka” wyemitowanego przez telewizję Polsat o godzinie 20.00 dnia 19 marca 2011 roku.

Program ten to polska wersja brytyjskiego programu, w którym udział biorą, jak to sama stacja opisuje, „najbardziej utalentowani ludzie w Polsce”. Występy uczestników ocenia jury, w składzie Olga „Kora” Jackowska (wokalistka, znana głównie z zespołu Maanam), Elżbieta Zapendowska (specjalistka od emisji głosu), Adam Sztaba (kompozytor) i Wojciech „Łozo” Łozowski (frontman zespołu Afromental). Program prowadzi duet Paulina Sykut i Maciek Rock – chłopak ma już na swoim koncie doświadczenie w tego typu programach, wszyscy pamiętamy go chociażby jako prowadzącego program „Idol”. Uczestnicy walczą o sympatię widzów, bo nagroda jest kusząca – 100 tysięcy złotych oraz występ podczas festiwalu Sopot TopTrendy 2011.

Program jest relacją z castingów, a mogliśmy w nim zobaczyć:
– przypomnienie trzech występów z poprzedniego programu,
– 15-osobową grupa Sway, wykonująca piosenkę „Can’t Take My Eyes Off You” – trzy głosy na „tak” i tylko jeden, Kory Jackowskiej, na „nie”,
– Piotra Wolwowicza, wykonującego patriotyczną i patetyczną piosenkę „Pytasz mnie” z repertuaru Andrzeja Rosiewicza – skrytykowano wybór piosenki, jako nieodpowiedni dla tak młodego człowieka i otrzymał cztery głosy na „nie”,
– występ intrygującej i charyzmatycznej rudowłosej wokalistki z zespołem Red Lips z rockową piosenką „Venus” zespołu Shocking Blue – cztery głosy na tak,
– Daniela Boczniewicza z akordeonem i własną piosenką pt. „Artysta” –przeszedł dalej z trzema głosami na „tak” (przeciw była Kora Jackowska),
– Przemka Kaszubskiego, wykonującego „My Way” Franka Sinatry – portier ze szpitala w Edynburgu dostał cztery razy „tak”,
– Andrzeja Pawłowskiego i Tadeusza Kacperskiego z piosenką „Marina”, którzy porwali Korę na scenę do tańca – cztery razy nie,
– reklamę cyfrowego Polsatu i strony fanowskiej na facebooku,
– Justynę Jeleń, śpiewającą „Fever” Peggy Lee – cztery razy tak i zachwyty Łoza, odnośnie urody dziewczyny,
– zespół Rotten Bark i ich własną piosenkę „King of the disco” – cztery razy tak,
– byłą modelkę z Kenii Caroline Kemuto i okropne wykonanie„Halo” z repertuaru Beyonce –cztery razy nie,
– Grześka i Michała wykonujących „Jaskółkę” Stana Borysa – trzy razy tak, Adam Sztaba nie,
– Michała Kasprzaka i „ Big Spender” – cztery razy nie,
– ponowną reklamę profilu na facebooku – widzowie głosują, mogą wygrać nagrody pieniężne,
– beat boxowy zespół Hapaszamy z Weroniką na wokalu i wykonanie „Sierra Leone” zespołu Mt Eden Dubstep – trzy tak, Adam Sztaba nie,
– Annę Wilczyńską śpiewającą arię Mozarta „Laudamus te” – trzy tak, Zapendowska nie,
– zespół Rust i rockowe wykonanie piosenki Abby „Gimme Gimme Gimme” – cztery razy tak,
– Arlettę Rzepielę śpiewającą piosenkę zespołu 30 seconds to Mars „This is War” – cztery tak,
– występ zespołu Soulution z piosenką Duffy pt. „Mercy” – cztery razy tak,
– ponowna reklama profilu na facebooku,
– napisy końcowe i w tle screeny z całego programu.

Jeżeli chodzi o intertekstualność horyzontalną to od razu na myśl przychodzą wszystkie programu typu „zostań gwiazdą”, z „Idolem” na czele. Forma jest zawsze ta sama – jury oceniające występy na żywo, decydujące o tym, kto może przejść do kolejnych etapów. Co ciekawe, w polskich stacjach mniej więcej w jednym czasie mają premierę trzy programy tego typu – „Must Be The Music. Tylko Muzyka” w Polsacie, „X Factor” W TVN-ie oraz „Bitwa na głosy” w TVP2. Niestety, nie oglądałam żadnego z nich, był to też pierwszy odcinek analizowanego tu „Must Be The Music”, dlatego nie mam porównania. Z tego, co zaobserwowałam, a także na podstawie wspomnień z różnych edycji „Idola”, które dane mi było obejrzeć, wydaje mi się, że „Must Be The Music” naprawdę gromadzi ludzi już utalentowanych. Nie skupia się też tak bardzo na jury, jak to było chociażby w „Idolu”, ani na prowadzących, tylko jednak główną atrakcją są występy uczestników. Wszystko zrobione jest profesjonalnie i dokładnie tak, jak tego oczekują odbiorcy tego typu programów. Przed występami zapoznajemy się z krótką historią uczestników, aby móc poczuć się z nimi bardziej zżyci – mogę tu przywołać chociażby wzruszające wyznanie portiera ze szpitala o tym, że kocha ludzi i wszyscy są dla niego istotni, a najbardziej ich kocha, kiedy może dla ich śpiewać. Jest też element napięcia, wzmagany przez niepokojącą muzykę, tuż przed ogłoszeniem werdyktu jury. No i same występy, które, nie wiem czy to przez odpowiednią selekcję, czy też nie, ale są na bardzo wysokim poziomie.

Intertekstualność wertykalną z kolei jestem w stanie prześledzić na podstawie wiadomości, które znajdują się na Pudelku. Trochę wstyd się do tego przyznać, ale przeglądam tę stronę codziennie, dlatego wiem też co nieco na temat reakcji i komentarzy, odnośnie tego programu. Jeżeli więc chodzi o „secondary texts”, to, przynajmniej na Pudelku, zaobserwowałam delikatny zawód odnośnie… zachowania jury. Kora Jackowska, typowana od początku na „najostrzejszą” jurorkę, trochę zawiodła odbiorców, przynajmniej tak wywnioskowano z opinii jeszcze przed wyemitowaniem pierwszego odcinka. Jednak sam odcinek chyba spełnił pokładane w nim nadzieje – można podeprzeć się tu linkiem do artykułu http://www.pudelek.pl/artykul/30827/kora_w_tym_wieku_sie_wypla/. W kolejnych odcinkach podobno również Kora błyszczała swoim ostrym językiem. Niestety, a może i stety, w odcinku, który obejrzałam, nie padło z jej ust nic kontrowersyjnego. Jedynym akcentem, który mógł zostać uznany za „ciekawy” z punktu widzenia show, była wypowiedź Adama Sztaby, a temat występu Piotra Wolwowicza, po którym stwierdził, że mógłby powstać program „Zabij mnie swoją muzyką” – http://www.pudelek.pl/artykul/31128/sztaba_moze_czas_na_program_zabij_mnie_muzyka/

Mogę też podzielić się swoją osobistą opinią – własnym „tertiary text” . Program zrobił na mnie wrażenie pod względem profesjonalizmu uczestników. Po wcześniejszych programach tego typu byłam przygotowana na występy, którym daleko od ogólnej formuły programu, a bliżej do robienia z siebie błazna, aby tylko zaistnieć przed kamerą. W tym odcinku jedynym porażająco słabym występem było wykonanie modelki z Kenii, ale ona sama przyznała, że pojawiła się na castingu zupełnie przypadkiem. Jeżeli chodzi o kwestię jury, to zupełnie nie rozumiem, dlaczego znalazło się tam miejsce dla zupełnie nijakiego i pozbawionego ciekawych komentarzy Łoza, którego właściwie jedynym momentem, w którym pozwolił sobie na dłuższy komentarz, był moment komplemetowania wyglądu jednej z uczestniczek – http://www.pudelek.pl/artykul/31108/lozo_zachwycony_uczestniczka_must_be_the_music_wideo/. Chociaż może to i lepiej, że jednak program skupia się na uczestnikach, a nie na jury, jednak parę mocniejszych, bardziej konstruktywnych komentarzy byłoby zdecydowanie na miejscu. Ale może w programach na żywo program pokaże się odbiorcom z zupełnie innej strony.

Śniadaniowo w telewizji

Artykuł Francesco Casettiego i Rogera Odina wprowadza podział na paleo- i neo-telewizję. Paleo-telewizja jest to dla nich „instytucja”, w której poszczególne programy podzielone są gatunkowo – programy muzyczne, kulinarne, motoryzacyjne itd., przeznaczone dla określonej grupy widzów. Są też uformowane w ścisłą ramówkę, o sprecyzowanych ramach czasowych. Z kolei neo-telewizja według autorów oferuje coś więcej – interakcję widza  z oglądanymi programami. I tak można zadzwonić do studia, wziąć udział w teleturnieju, zadecydować o filmie, który zostanie puszczony w kolejnym tygodniu itp. Staje się miejscem wymiany poglądów i opinii.

Na przykładzie tego tekstu chciałabym poddać analizie program „Dzień Dobry TVN” z dnia 12.03.2011 roku, emitowany w telewizji między 8.30 a 11.00
„Dzień Dobry TVN” to program prowadzony przez róże pary prowadzących – od poniedziałku do piątku jest to Dorota Wellman i Marcin Prokop albo Jolanta Pieńkowska i Robert Kantereit, a w weekendy Magda Mołek i Andrzej Sołtysik albo Kinga Rusin i Bartosz Węglarczyk. Program ma bardzo zróżnicowaną tematykę – poza stałymi elementami w stylu wiadomości, prognozy pogody, czy przeglądu prasy, do studia zapraszani są rozmaici goście, zarówno ci bardziej znani, jak i praktycznie anonimowi. Rozmowy dotyczą ich życia prywatnego, hobby, czy aktualnych tematów społeczno-politycznych.
Tego dnia parą prowadzących była Magda Mołek i Andrzej Sołtysik. W programie dowiedzieliśmy się:
– gdzie Anja Rubik spędziła wakacje (Australia),
– mogliśmy obserwować Pascala Brodnickiego, który wraz z narzeczoną gotował na ekranie,
– poznaliśmy filmowe nowiny z Piotrem Trzaskalskim,
– obejrzeliśmy wiadomości, głównie związane z trzęsieniem ziemi w Japonii, w studiu odbyła się też dyskusja na ten właśnie temat z zaproszonymi gośćmi – Jackiem Pałasińskim i Rafałem Tomańskim,
– wysłuchaliśmy wywiadu z Peterem Weirem i Collinem Farellem, na temat filmu „Niepokonani”, który otworzy tegoroczny festiwal Off Plus Camera, organizowany w dniach 8-17 kwietnia,
– przeglądaliśmy prasę z Marcinem Mellerem, zwiedzaliśmy mieszkanie Dawida Wolińskiego, oglądaliśmy polskich emerytów na wczasach w Indiach,
– poznaliśmy kobiety z albumu „Boskie Matki”, które mimo raka zdecydowały się urodzić dziecko,
– posłuchaliśmy występu jednej z uczestniczek holenderskiej edycji programu X Factor – Karoliny Krucz, po którym udzieliła krótkiego wywiadu,
– zapoznaliśmy się z Krystyną Mazurską – tancerką,
– dowiedzieliśmy się, jaka będzie pogoda w najbliższym czasie,
– poznaliśmy ramówkę programy na następny dzień.
Większość segmentów programu jest do obejrzenia na oficjalnej stronie internetowej „Dzień Dobry TVN”

Jeżeli chodzi o odniesienie tego akurat programu do definicji neo-telewizji z artykułu, to wydaje mi się, że wspomniana przez autorów relacja widza z programem nie jest aż tak widoczna. Widz istnieje za pośrednictwem pary prowadzących, którzy otwierają przed nim kolejne segmenty programu. W tego typu programach najbardziej widoczna jest chyba sytuacja wspólnego biesiadowania – studio zorganizowane na wzór salonu w domu, zaprasza widza do uczestnictwa w rozmowach z gośćmi, ale na zasadzie biernego słuchacza. Czasami w „Dzień Dobry TVN” mamy do czynienia z czatem z zaproszonym gościem, ale akurat tego dnia nic takiego nie miało miejsca. Tematyka programu była bardzo bliska życiu, codziennym czynnościom, często obecne są zwroty bezpośrednio do widzów, zarówno z ust prowadzących, jak i widzów. Zwiększają one wrażenie wspólnego uczestniczenia w prezentowanym programie.

Podsumowując, program „Dzień Dobry TVN” jest dobrym przykładem opisanego przez Francesco Casettiego i Rogera Odina modelu neo-telewizji. Oferuje sytuację wspólnego biesiadowania, czasem również aktywnego uczestnictwa widza. Porusza tematy codzienne, te ważne, które dotykają mnóstwa osób – trzęsienie ziemi w Japonii, te, które dotyczą znanych osób – Anja Rubik w Australii, czy także te, które odwzorowują zwykły rytm dnia widza – gotowanie, dekorowanie mieszkania. Samo studio, zbudowane na wzór salonu, zaprasza do środka, sprawia, że widz może poczuć się jak gość w czyimś domu. Częste zwroty do odbiorców wprowadzają bezpośredniość, a także brak skrępowania, jak w rozmowie z kimś znajomym. Wszystko to zapewnia widzowi relaks, który o tak wczesnej porze ma za zadanie pozytywnie nastroić na resztę dnia.

30 minut TVN-u 24

Analiza trzydziestu minut ramówki stacji telewizyjnej byłaby chyba bardziej spójna, gdyby ją zacząć o pełnej godzinie albo przynajmniej wraz z rozpoczęciem konkretnego programu, jednak okazało się, że wybierając za początek pracy godzinę całkowicie losową łatwiej jest skupić się na samej istocie sekwencji przekazywanych informacji i formie ich przedstawiania. Przy okazji przy takim podejściu rzuca się w oczy być może jedna z najważniejszych funkcji stacji informacyjnych: powiadamianie o ważnych (lub nie) wydarzeniach w taki sposób, by umożliwić widzowi zrozumienie esencji materiału niezależnie od tego, czy oglądał on go od samego początku, czy też włączył telewizor już pod koniec transmisji.

Włączając TVN24 o godzinie 15:44 trafiłem akurat na transmitowaną na żywo, o czym informował mały znaczek w rogu ekranu, przemowę Donalda Tuska wygłaszaną z okazji otwarcia Narodowego Centrum Nauki w Krakowie. Ze względu na analityczne podejście do oglądanego materiału, zamiast słuchać słów uwagę skupiłem na zajmujący ćwierć ekranu blok graficzny, który, tak na marginesie, zawsze mnie rozprasza oferując ciągły strumień zalążków informacji walczący z kimkolwiek akuratnie się wypowiadającym. Tuż powyżej paska umieszczono zaproszenie na stronę tvn24.pl, gdzie, jak mniemam, owe zalążki znajdują swoje rozwinięcie; obok znajduje się adres mailowy zachęcający do kontaktu.

Jednak najważniejszym elementem biało-niebieskiej ramki jest pełniący rolę swoistego nagłówka element znajdujący się powyżej wymienionych wcześniej składników. Oprócz pełnienia funkcji napisu informującego o oglądanym programie/transmisji co jakiś czas zmienia się on na chwilę w graficzny pojemnik na różne soundbite’y, zakładając oczywiście, że padnie wypowiedź warta użycia jako skrót czyjejś opinii lub komentarza. Oczywiście, zgodnie z tym, co udowadniał Raymond Williams, ekran nie jest pozbawiony elementów walczących o przykucie uwagi widza na dłużej – na lewo od części bloku poświęconej informacjom „zewnętrznym” (znaczy: niedotyczącym bezpośrednio samego medium) umiejscowiono małą ramkę informującą o innych oferowanych w najbliższej przyszłości programach, zachęcając do zostania przed telewizorem jeśli nie dla samego programu, to chociaż dla zaproszonych gości.

Po zakończeniu przemówienia zamkniętego iście filmowym odjazdem kamery nadszedł czas na blok reklamowy poprzedzony zapowiedzią popołudniowego programu informacyjnego. Blok reklamowy został w ciekawy sposób podzielony tak, żeby jak najefektywniej wykorzystać narzucane przez KRRiT ograniczenia na reklamy: najpierw puszczono trzyminutowy zlepek sześciu reklam, potem otwartą i zamkniętą informacjami o sponsorach prognozę pogody (trwającą krócej, niż podziękowania dla sponsorów), po czym nastąpił kolejny trzyminutowiec celujący albo w każdą osobę, która potencjalnie siedzi w tym czasie przed telewizorem, albo w mało znaną mi niszę cierpiących na ból stawów karmiących matek-kinomanek prowadzących biznes w przerwach między troszczeniem się o swój samochód, wycieczkach do supermarketów o różnych profilach i piorących ubrania tak, żeby wyeliminować możliwie jak największą liczbę bakterii (gdzie ideałem zdaje się być 99,9% skuteczności). Nawiasem mówiąc, ciekawa była reklama funduszu inwestycyjnego, którego powszechnie znana i rozpoznawana maskotka z wyraźnym oburzeniem odnosi się do wymaganych zapewne przez UOKiK informacji o niestabilności rynku.

Popołudniowy serwis informacyjny zaczął się tak, jak przewidział Williams: na wstępie przedstawiono zajawki czterech wiadomości, w wyborze których kierowano się zapewne przede wszystkim atrakcyjnością tematu, nie wagą – w końcu na ważne doniesienia poświęca się raczej wydania wieczorne. Pierwszy zapowiedziany materiał dotyczył decyzji Adama Małysza o zakończeniu kariery, drugi – słabego szkolenia pilotów wojskowych, trzeci – 17-letniego pirata drogowego, czwarty – wycofywaniu przez Mazdę samochodów z powodu zagnieżdżania się w nich pająków.

Odejście Pierwszego Polskiego Skoczka okazało się być wiadomością na tyle poważną, że poświęcono mu aż 9 minut programu, co trochę mnie zasmuciło z racji tego, że zamknięcie analizy dokładnie po 30 minutach w zabawny sposób odrywa całe medium od kontekstu przekazywanych informacji, ale z drugiej strony póki co nie dowiedziałem się niczego ciekawego. Drugi i trzeci materiał, opatrzony, tak jak pierwszy, krótkim materiałem wideo i dźwięcznym podpisem („Orzeł ląduje”/”Nowe odbicie”/”Symulacja szkoleń”/”Dowody zbrodni”) unoszącym się nad prawym barkiem samotnej prowadzącej przedstawiającej wstęp do informacji, nie był dość wartościowy, by poświęcić mu więcej czasu, niż poświęcono go snuciu domysłów na temat przyszłej kariery Małysza.

Kiedy zadzwonił budzik wzywający do przekucia obserwacji w notkę na Telewyzory, sam siebie pozostawiłem z niedosytem informacji. Z dwóch powodów: po pierwsze, interesowało mnie, czy w materiale o piracie drogowym zwrócona będzie uwaga na fakt, że siedemnastolatka bez prawa jazdy zaczął gonić nieoznakowany samochód (widzowi prezentuje się informację, że jest to samochód policyjny), co z punktu widzenia łamiącego prawo mogło zapowiadać niebezpieczeństwo zupełnie niezwiązane z wymiarem sprawiedliwości. Po drugie, z jakiegoś powodu platforma cyfrowa Cyfra+ kataloguje prawie że wszystkie programy nadawane przez stację TVN24 jako „DLA PRZEDSZKOLAKÓW”, co dość fajnie komponowałoby się z zapowiedzianym we wstępniaku materiałem.

Przedszkolaki ucieszą się na wieść o pająkach wijących gniazda w samochodach